Suma wszystkich strachów

Ta scena mogłaby wyglądać w następujący sposób: Rok 2010. Sieciowa kawiarnia w jednym z dużych amerykańskich miast. Przy stoliku siedzi dwóch facetów, obaj na oko 40 – 45 letni. Rozmawiają żywo gestykulując, wyraźnie wymieniając się opiniami na jakiś ważny temat, bądź też pomysłami dotyczącymi przyszłego przedsięwzięcia.

ImageNie słysząc rozmowy, a jedynie spoglądając ukradkiem znad kubka z kawą, można odnieść wrażenie, że mają ich aż nadto. Dyskusja może się zatem skupiać na wyborze właściwego, bądź pogodzenia ze sobą wszystkich na raz. Podejdźmy bliżej. Teraz widzimy, że ci zagadani goście to Ryan Murphy i Brad Falchuk. Ktoś z boku szepnął właśnie, że to oni odpowiedzialni są za kultowe serie Bez skazy (Nip/Tuck) i Glee.  Przysłuchajmy się ich rozmowie, bo może być arcyciekawa.

– Ok, więc serial ma być horrorem, tak?
– Dokładnie. Takim, jakiego jeszcze nikt nie widział, ale złożonym z komponentów doskonale wszystkim znanych!
– No tak, nic przecież nie straszy lepiej niż nasze stare, sprawdzone demony. Ale mówimy tutaj o problemie zjedzenia ciastka i posiadania ciastka. Jak zrobić coś świeżego jednocześnie wypuszczając z klatek wszystkie te koszmary, którymi kino żyło od czasów Gabinetu Doktora Caligari?
– Wypuśćmy je wszystkie…
Następuje chwila ciszy. Panowie patrzą po sobie znacząco. Zmarszczone czoła, przymrużone oczy.  Sprawdzają się, czekają, aż któryś wybuchnie śmiechem i powie, że żartował. Sprawy przybierają jednak zupełnie inny obrót…
– …i upchajmy w jednym, amerykańskim domu z prawdziwie amerykańską rodziną, która przez kilkanaście odcinków będzie dostawać porządny łomot!
– Brzmi świetnie. Jeśli mamy rodzinę, na pozór normalną, nie możemy uniknąć tonu lekko obyczajowego. Może nawet telenowelowego. Wiesz, dziecko, zdrada, młodzieńczy bunt…
– O wszystkim pomyślałem! Zderzymy ten klimat niedzielnego popołudnia z prawdziwym piątkiem 13-go. Tutaj jest kartka, zaraz znajdę długopis. Zrobimy listę wszystkich strachów!
Po dziesięciu minutach gorączkowego notowania zestawienie jest gotowe.
– No dobra, mamy dom, zatem musi być nawiedzony. Duchy są? Są. Dzieci! Nic tak nie rujnuje psychiki jak śmierć dziecka, duch dziecka, dziecko upośledzone umysłowo… Co jeszcze… O! Morderstwo, medium, poparzony człowiek, szalony doktor wykonujący w swojej piwnicy straszliwe eksperymenty… Czarna Dalia? Napisałeś… Czarna Dalia?
– Tak, a co z nią nie tak?
– Nic, uh… Czy będziemy coś odrzucać?
– Nie.
– Genialne!
– Znasz kogoś, kto poradzi sobie z napisaniem scenariusza do czegoś takiego?
– Odpowiem ci pytaniem. Jaki jest twoim zdaniem najlepszy serial ostatnich dwudziestu lat, w którym pojawiły się wszystkie elementy z naszej listy?
Z Archiwum X?
– Bingo! Zatrudniamy Jamesa Wonga! A najlepszy serial science fiction ostatnich kilku lat?
Firefly, ma się rozumieć! Bierzemy Tima Mineara! Z resztą, pracował przecież z Wongiem przy Z Archiwum X.
– Ok, teraz obsada. Potrzebujemy kogoś z charyzmą, kogoś kto się dobrze kojarzy, ale nie zajmuje obecnie pierwszych stron kolorowych pisemek i nie dostaje pierwszoplanowych ról w blockbusterach.
– Kobieta?
– Niech będzie kobieta. Będę miał dla niej cholernie ważną i trudną rolę…
Jessica Lange, marzę o obsadzeniu Jessiki Lange!
– Ok, a teraz dla równowagi ktoś młody, wschodząca gwiazda kina. Facet. Typ psychotyczny.
– Podobał mi się ten ostatni Spock ze Star Treka J.J. Abramsa. Facet grał Sylara w Herosach. Wygląda jak mieszanka kosmity z gościem, który śledzi dziewczyny wracające ze szkoły.
Zachary Quinto! Jest świetny. Dzwoń do jego agenta.
– Dobra, teraz musimy się zastanowić nad inspiracjami. W którym kierunku chcemy iść? Uczymy się z podręcznika napisanego przez Stephena Kinga, czy raczej szukamy rady u Polańskiego? Pożyczamy nieco od Lyncha, czy uszczkniemy coś od Dario Argento? Powiedz mi, czy chętniej oglądałbyś serial w stylu Miasteczka Twin Peaks, czy raczej Z Archiwum X? A może stara dobra, klasyczna Strefa Mroku?
– Cholera, stary, chcę tego wszystkiego!
– Spodziewałem się takiej odpowiedzi. Aha, ostatnie pytanie, wolisz subtelny pastisz, czy bezczelna parodię?
– Zapomnij, robimy to na poważnie! Nie chcę żadnych wygłupów. Nawet najbardziej absurdalne, irracjonalne i nie pasujące wątki, czy sceny mają być podane z kamienną twarzą! Widz ma się drapać po głowie i zastanawiać się, czy aby nie postradał zmysłów!
– Chcesz to ciągnąć przez trzy albo cztery sezony? Wybacz, stary, ale telewidzowie tego nie kupią. Z całym szacunkiem i uznaniem dla twojej i mojej kreatywności…
– Nie, każdy sezon będzie osobną historią, tak to widzę. Przekroczymy wszystkie granice tematyczne i formalne. Ba, zostawimy nawet tych samych aktorów. W każdym sezonie będa mieli do zagrania zupełnie odmienną rolę…
– To okrutne, stary.
– Tak, jak całe American Horror Story. Genialnie okrutne.
Panowie zaczynają się dziwnie uśmiechać szczerząc nieludzko ostre kły. Chwila, czyżby powoli odwracali się w nasza stronę? Moi kochani, wychodzimy! Jeszcze chwila i trafimy do…

Asylum!

ImageNo własnie, po rozkosznie przeszarżowanym pierwszym sezonie, który eksploatował temat nawiedzonego domostwa, przyszedł czas na dom zupełnie inny, choć z równie długą tradycją jeśli chodzi o kino i literaturę grozy. Tym razem zamknięto nas w domu wariatów. Tak naprawdę dopiero tutaj dostajemy porządnie po ryju, gdyż Murphy i Falchuk ośmieleni sukcesem pierwszego sezonu, postanowili pójść jeszcze dalej. Nie wystarcza im już kilka horrorowych archetypów takich jak psychopata w masce z ludzkiej skóry, sadystyczna siostra przełożona, czy izolowana od świata galeria dziwolągów. Nie, to by było zbyt normalne! Do pełni szczęścia i przerażenia brakuje nam zombie, mordercy w stroju Świętego Mikołaja, prawdziwego opętania (łącznie ze sceną egzorcyzmów), hitlerowskiego zbrodniarza i… obcych. Więcej seksu? Cholera, tak! A może cudowny powrót Anny Frank? Ok, przyjmiemy wszystko! Nawet szaloną scenę musicalową w wykonaniu pani Lange i pensjonariuszy zakładu. W końcu należy do najlepszych jakie ostatnio nakręcono. Oczywiście, znów wszystko to podane jest na serio i to w jeszcze większym stopniu niż w sezonie pierwszym. Rzeczy się po prostu dzieją, jakby były czymś zupełnie naturalnym. Sceny straszne straszą, kontrowersyjne poruszają, a obrzydliwe każą się odwrócić. Czy zatem nie dostaliśmy przypadkiem horroru idealnego? Czy spółka Murphy & Falchuk nie odkryła kamienia filozoficznego? Jestem bliski stwierdzenia, że owszem. Bo mamy do czynienia z zupełnie nową jakością, z którą zmierzyć się będą musieli wszyscy następni twórcy seriali grozy.

ImageJeszcze o obsadzie, która w drugim sezonie znacznie się rozrasta, natomiast aktorzy importowani z sezonu pierwszego dopiero tutaj nabierają prawdziwej brawury. Bryluje oczywiście Jessica Lange, której rola okrutnej, choć mocno poharatanej przez los, siostry Jude zasługuje na najwyższe uznanie. To jest prawdziwy koncert aktorstwa wręcz karkołomnego. Jestem gotów powycinać pojedyncze sceny z nią w roli głównej i złożyć w jeden klip, by swobodnie móc się sycić cholernym geniuszem. Zaskakuje Lily Rabe, która w pierwszym sezonie miała malutką rolę. Tutaj dostaje jej się jedna z głównych i od razu widać, że nie była to zła decyzja. Dziewczyna bryluje, balansując między rozhisteryzowaną siostrzyczką zakonną, a opętaną, prowokującą femme fatale. Zachary Quinto również dostaje więcej czasu antenowego i jest jeszcze bardziej niepokojący niż w nawiedzonym domu.

Do obsady dokooptowano dobrze znanego Jamesa Cromwella (Babe, świnka z klasą, Zielona mila, Artysta) , który depcze po piętach samej Lange. Jego rola to popis siły i charyzmy. Każde pojawienie się na ekranie doktora Ardena wywołuje prawdziwy niepokój. Kolejną nową twarzą jest Joseph Fiennes, brat słynnego Ralpha, który przekonująco wciela się w rolę prałata – karierowicza, który zrobi wszystko, by wspiąć się najwyżej w kościelnej hierarchii, choć w gruncie rzeczy jest osobnikiem żałośnie słabym.

Żeby zakończyć już tę przydługą listę plusów, dołożę jeszcze jeden… Sezon drugi serialu, czyli American Horror Story: Asylum dzieje się w pierwszej połowie lat 60-tych, dlatego ważne było, żeby odwzorować epokę najwierniej jak się tylko da. Ta sztuka również udała się w stu procentach. Podziwiamy tutaj Amerykę jeszcze sprzed hippisowskiego boomu kolorów, nieśmiało wychodzącą z zachowawczych, konserwatywnych lat 50-tych. Przypomina nam o tym zarówno architektura wnętrz, jak i rewelacyjne stroje i idealnie dobrana muzyka…

No cóż, moi kochani, nie pozostaje nam nic innego jak tylko czekać na kolejny odcinek drugiego sezonu i mieć nadzieję, że powstanie odsłona trzecia. Najlepiej z Jessiką Lange, Lily Rabe i Jamesem Cromwellem na pokładzie. Tym, którym nie była jeszcze dana ta rozkosz zanurzenia się w chory świat wykreowany przez Murphy’ego i Falchuka, nawet nie polecam, ale wręcz nakazuję nadrobić tę karygodną zaległość. Tu się dzieje prawdziwa rewolucja w serialowej sztuce! Nie przegapcie jej, bądźcie świadkami historii. Straszliwej historii!

A teraz, muszę już iść, szepty dobiegające z szafy stają się coraz donośniejsze. Być może to tylko złudzenie. A może to Oni… Wrócili!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s