Nebraska to stan umysłu

W tym miejscu pojawić się miało rozdęte ponad wszelką miarę zestawienie najlepszych płyt 2014 roku, jednak zdecydowałem, że zrezygnuję z tego blogowego rytuału. Jest mi to już zupełnie niepotrzebne, a w świecie popkulturowych stron i stronek, całe to wyliczanie najów staje się powoli pewnego rodzaju rutyną. Jeżeli będę miał ochotę, by przypomnieć sobie w roku 2015 albumy, które powaliły mnie w ciągu poprzednich dwudziestu czterech miesięcy, po prostu to zrobię, bez ubierania tego w formę jakiejkolwiek listy. Zestawienia są dla leniuchów, zapamiętajcie to na zawsze.

bruce-b-iext24800588

W myśl tej idei, a zarazem na przekór wszelkim tradycjom, sięgam na półkę po Nebraskę Bruce’a Springsteena – album, który świętował będzie niedługo swoje trzydzieste trzecie urodziny (dokładnie 20 września 2015). Powodów ku temu jest kilka, począwszy od posępnego nastroju, który determinuje obecnie wszelkie moje wybory muzyczne, a skończywszy na tym, że doczytuję właśnie doskonałą biografię Bossa, autorstwa Petera Amesa Carlina, zatytułowaną po prostu Bruce. Postawmy sprawę jasno: biografie muzyków, aktorów i innych gwiazd estrady traktuję zazwyczaj jako podliteraturę, gdyż są to najczęściej kulawo spisane dzieje wielkich karier, nastawione na tanie efekciarstwo i nudną faktografię. Serio, na palcach jednej ręki zliczę wyjątki od tej dość ponurej reguły, a przecież przebrnąłem przez dziesiątki rozmaitych opowieści o sławach świata tego. Carlin z całych sił stara się wyrwać z tego schematu, konstruując wokół Bruce’a cały wszechświat nawiązań,w skład którego wchodzi historia (nawet bardzo odległa), ludzie oraz kontekst społeczny i kulturowy. Powstaje tym samym gawęda o niezwykle ambitnym chłopaku, trochę dziwaku, introwertyku, a trochę nieprzewidywalnym choleryku, którego każdy kolejny krok, każdy sukces i każda porażka, wynikają z miejsca, w którym się wychował, środowiska i czasów, jakie kształtowały jego osobowość. Carlin pisze ze swadą, stroniąc od sprawozdawczości, nadając tym samym swojej książce bardziej literacki ton. Szkoda tylko, że w polskim wydaniu pracę jego sabotuje tłumacz, Tomasz Szmajter, który czasem wydaje się dziecinnie bezradny wobec niektórych, bardziej rozbudowanych, myśli Carlina, na dodatek popełniając żenujące błędy typu opowieść o Piotrusiu Panu (przecież, panie Tomku, nie był to PAN PIOTRUŚ, ale mityczna istota panem zwana, co deklinuje się zupełnie inaczej!). No dobrze, ale ja nie o tym dziś chciałem…

sleeve1_nebraska-horz

 

 Ja o Nebrasce chciałem…

They wanted to know why I did what I did
Well sir I guess there’s just a meanness in this world.

(Nebraska)

2dak2txRok 1982. Po rozbuchanych ponad wszelką miarę sesjach nagraniowych do, jak się okazało, dwupłytowej superprodukcji The River, Bruce zrobił to, co zwykł robić już w przeszłości: spakował manatki, wsiadł za kierownicę swojego krążownika szos i wyjechał w samotną podróż przez drogi i bezdroża Stanów Zjednoczonych. Ostatnie lata (zwłaszcza okres 1979 – 1981), były dla niego tak intensywne i obfitujące w sukcesy (m.in. sześć kolejnych wieczorów na stadionie Wembley, wyprzedanych do ostatniego miejsca), że facet ów, słynący ze swoich dziwactw i pozascenicznego introwertyzmu (bo w świetle jupiterów zawsze wychodziła z niego prawdziwa bestia), musiał to jakoś odreagować. Po powrocie z samotnych wojaży, nabył magnetofon TEAC Portastudio 144, zaszył się w pustym domu i nagrał serię najbardziej osobistych, pesymistycznych, surowych i mrocznych utworów, na jakie tylko było go stać. Tematykę tekstów zdominowały gorzkie refleksje na temat ludzkiej natury, mroczne zbrodnie wynikające z desperacji, biedy i rozpaczy oraz lęki zwykłego człowieka przygniecionego przez ówczesną sytuacje ekonomiczną. Bohaterami utworów Bruce’a zawsze byli ludzie oszukani, zwiedzeni przez obietnice bez pokrycia, omamieni przez wizję amerykańskiego snu, która jedynie wizją się okazała. Bez pracy, bez nadziei na poprawę swojej sytuacji, z długami, których żaden uczciwy człowiek nie jest w stanie spłacić (cytat z utworu Atlantic City). Zadziwiające, jak bardzo te treści aktualne są teraz, w pierwszym piętnastoleciu XXI wieku.

Teac 144

Mimo początkowych planów, by wersje zarejestrowane w warunkach chałupniczych były tylko podstawą do pełnowartościowych sesji z całym zespołem, ostatecznie zdecydowano się pozostawić je takimi, jakie są. Było to cholerne ryzyko, bo przecież Springsteen zdążył już przyzwyczaić fanów do bogatego instrumentarium, ostrych gitar, prawdziwie scenicznego żaru, a początek lat 80. sprzyjał raczej innemu graniu. Postawiono jednak na tę skrajną surowiznę, a niech tam. No i, jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Jak wspomina Chuck Plotkin – inżynier dźwięku, który pomógł Bossowi okiełznać nieco minimalizm Nebraski: te utwory nie miały brzmieć słodko i czysto. Akurat nie to mają do przekazania piosenki tego rodzaju. Jasne, album nie rozszedł się w takich ilościach, jak o dwa lata wcześniejszy The River, czy o dwa lata późniejszy Born In The USA (choć dorobił się złota, a w końcu i platyny), jednak pokazał Bossa, jako twórce niebanalnego, wrażliwego i skrajnie bezkompromisowego. Dzięki postawie wytrawnego hazardzisty, Springsteen przyciągnął uwagę odbiorców dotychczas obojętnych na jego twórczość, bądź traktujących go z pogardą, jako kolejną nadętą gwiazdę rocka lat 70. Nie wiedziałem, że w ogóle istnieje muzyka o tak niesamowitej sile wyrazu i ciężarze gatunkowym. Po raz pierwszy odczułem w muzyce ten rodzaj wyobcowania i od tego momentu zostałem wielkim fanem Bruce’a – wspominał później Tom Morello, gitarzysta takich zespołów jak Rage Against The Machine, czy Audioslave, a dziś jeden z członków E-Street Band – grupy akompaniującej Springsteenowi.

Nebraska12Szczerze mówiąc, jestem ciekaw pierwszych reakcji na Nebraskę. Chciałbym widzieć miny osób, które położyły tę płytę na talerzu gramofonu, nastawiły ramię, opuściły igłę i czekały na mocne uderzenie, które nie miało nastąpić przez następnych 40 minut. Pojawił się za to inny rodzaj pierdolnięcia, bo ta pierwotna moc akustycznych, lekko zdelayowanych nagrań (dobiegających jakby z końca długiego, ciemnego korytarza), połączona z sugestywnymi tekstami, pełnymi zbrodni, niesprawiedliwości i rozczarowania, miała siłę większą, niż cały, już wtedy cicho konający, punk rock. Do Nebraski trzeba dorosnąć, trzeba przeżyć to i owo, by zrozumieć, dlaczego jest to jeden z najważniejszych albumów w historii muzyki popularnej. Czasem nie jest to łatwe, ale przecież zamysłem autora nie było serwowanie materiału lekkostrawnego dla fanów REO Speedwagon. Sam gotów jestem przyznać, że kiedyś trudno mi było przebrnąć przez Nebraskę (słuchanie tej płyty było dla mnie niczym fizyczny marsz przez cały tytułowy stan), natomiast od jakiegoś czasu jest to jedna z moich ulubionych płyt Bossa. 

Dojrzałem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s