Avengers: Czas Ultrona, czyli geekfest Jossa Whedona

Nie jestem pewien, czy stało się to po seansie, czy może jeszcze w czasie jego trwania, ale w pewnym momencie stwierdziłem, że tacy jak ja mają się teraz naprawdę dobrze. I nie chodziło mi wyłącznie o czasy niezwykle tłuste dla geeków, ale o kinowe tu i teraz. Pomyślałem też z lekkim współczuciem o tych wszystkich nieborakach, którzy oglądają własnie film Whedona, a z komiksem jest im raczej nie po drodze. Ileż omija ich radochy! Jeżeli jeszcze, na domiar swej niedoli, poprzednie obrazki z filmowej stajni Marvela oglądali bez należytej uwagi, przepadli niemal całkowicie.

/UWAGA! Lojalnie ostrzegam, niniejszy tekst jest polem minowym pełnym spoilerów/

avengersPoczątkowo myślałem, że to tylko moja refleksja i jak zwykle przesadzam, jednak wkrótce w sieci pojawiać się zaczęło coraz więcej głosów, z których wniosek wysnuć można jeden: Whedon zrobił film dla geekbazy, mało sobie robiąc z zielonego, przypadkowego widza. Dobrze to i źle, bo ja bawiłem się setnie, natomiast taki nuworysz nie wiedział nawet, że mógł mieć fun podobny mojemu.

W Czasie Ultrona obyło się bez flashbacków wyjaśniających kto, w jaki sposób, skąd i dlaczego – na ich miejsce wskoczyło za to kilka cudnych jajek wielkanocnych, które będzie w stanie wyłapać przede wszystkim ten, kto wie, co w papierowym Marvelu piszczy. Niektórzy uważają, że ten coraz wyraźniejszy elitaryzm MCU to zarzut i może jest w tym ciut racji. Świeżaki mogą być momentami skonfundowane, kiedy ekran zarzucony zostaje kolejnymi postaciami, a z ust bohaterów padają kwestie, których osoba nieobyta z wszechświatem Marvela nijak nie będzie potrafiła z niczym połączyć. Myślę jednak, że można potraktować to jako świetny pretekst, by zapoznać się z komiksami i przypomnieć sobie pozostałe kinówki, w których bohaterowie Czasu Ultrona się dotychczas pojawiali.

Inna sprawa, że ów elitaryzm przecież w żaden sposób nie przeszkadza filmowemu geekfestowi Whedona pobijać kolejnych rekordów Box Office’u (stan na 10 maja: 874 989 000 $). Magia marki oraz siła barwnych bohaterów są w tym przypadku najmocniejszym argumentem.

No właśnie, Czas Ultrona trwa obecnie w najlepsze. Komiksowy krewny Hala 9000 i Skynetu przegrał być może w filmie, ale zdecydowanie zwycięża w 10846166_436332433201906_2938855798588831247_nświecie rzeczywistym. Jego srebrzyste oblicze, wraz z twarzami The Avengers (wybaczcie, ale polskie tłumaczenie – Mściciele – brzmi po prostu słabo), patrzy na mnie z billboardów, kiedy przechadzam się ulicami miasta, łypie ze stron gazet, a ostatnio natknąłem się na nie w swojej lodówce (objawiło się na butelce wody mineralnej). Internet bombardowany jest w tej chwili kolejnymi recenzjami i artykułami zawierających mniej, lub bardziej trafione interpretacje scen z filmu. Tabuny kreatywnych geeków zastanawiają się nad przyszłością MCU oraz dalszymi losami drużyny Kapitana Ameryki (spoiler? Chyba nie). Tymczasem euforia geeków, którzy tak bezkrytycznie przyjęli Avengers w 2012 roku, równoważona jest coraz częściej wątpliwościami oraz uwagami (czasem całkiem trafnymi, innym razem przesadzonymi). Sygnał wysyłany przez fanów MCU oraz krytyków jest coraz wyraźniejszy – HEJ TAM, HOLLYWOOD, UWAŻAJCIE! Twórcy zrzeszeni pod egidą MCU są teraz na cenzurowanym  i muszą mieć coraz większe baczenie na fakt, że stworzyli pewien wszechświat, którego reguły powinni respektować. Poza tym poprzeczka poszła w górę (szczególnie po takich strzałach jak pierwsza część Avengers, czy Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz) i nikt się już nie da nabrać na tanie chwyty i proste sztuczki.

Avengers: Czas Ultrona, nawet jeśli momentami niebezpiecznie balansuje na krawędzi, wychodzi z tej próby zwycięsko. Chciałem się nawet pobawić w lekkie stopniowanie napięcia, ale pieprzyć to, postawmy sprawę jasno: niezależnie od pojękiwań malkontentów, Whedonowi udało się zrobić film lepszy od części pierwszej. Owszem, były momenty, w których brew moja się unosiła,a  usta układały się w nieme WTF – działo się tak szczególnie wtedy, kiedy jazda po bandzie okazywała się aż nadto karkołomna – ale udało się. Joss, wracasz z tarczą. Argumenty? Pozwólcie, że naładuję nimi łuk Hawkeye’a, napnę cięciwę, wymierzę iiii…

There's no strings on him!
There’s no strings on him!

1. Pinokio wyzwolony (i wkurzony)

avengers-age-of-ultron-empire-cover-ultronO tym, co mnie pije jak za ciasne gacie podczas oglądania części pierwszej (bo ja lubię do filmów wracać) pisałem już tutaj, ale, jako że uparte ze mnie bydle, będę zapewne wałkował temat nieskończoność. W jedynce mieliśmy doskonałego Lokiego, który snuł się po ekranie, rzucał one linerami, knuł i wyglądał dobrze. Jednak na jego komendę Nowy Jork, jako centrum świata, atakowały bezosobowe hordy podległych mu Chitauri , które latały i ginęły z od strzał, pięści, tarcz i młotów naszych superbohaterów. Wielką rasę kosmicznych wojowników sprowadzono do bezrozumnego mięcha armatniego, a  co za tym idzie, wielkofinałowego zapełniacza czasu ekranowego. No dobra, ktoś powie, ale przecież w Czasie Ultrona też mieliśmy tabuny robotów, które miażdżone były, cięte na kawałki i rozrywane na strzępy przez naszych ulubienców. Jasne, jednak z tą różnicą, że Ultron był jeden – zmultiplikowany, ale jeden. Jedna świadomość wpakowana w setki metalowych skorup. To robi potężną różnicę. Takie rozwiązanie kupuję.

Sztuczna inteligencja zagrażająca drużynie The Avengers i całemu światu jest potężna, charyzmatyczna i okrutna, jednak potrafi być również dziecinnie naiwna (i może stąd właśnie jej okrucieństwo), kapryśna i… zabawna. Wszystko to jest dobrze zbalansowane, dlatego nie dostajemy ponurej, bezosobowej AI, ani rozmiłowanego w czynieniu światu wbrew błazna.

Widzowie oraz recenzenci pokochali już Jamesa Spadera, który użyczył głosu Ultronowi. Jego robota (nomen omen) zasługuje na każdą możliwą nagrodę. Jeśli oglądacie serial The Blacklist, dostrzeżecie subtelne nawiązania do postaci Raymonda Reda Reddingotna, w którą wciela się własnie Spader

Narodziny nowego Avengera
Narodziny nowego Avengera

2. Vision, czyli geeka sen spełniony 

W poprzednich tekstach pisałem też o niezwykłych zdolnościach speców odpowiedzialnych za castingi do marvelowskich produkcji. Potrafią oni znaleźć aktorów, którzy urodzili się po to, by być superbohaterami. Nawet jeżeli sami o tym wcześniej nie wiedzieli. Mało tego, nawet jeżeli my w życiu nie pomyśleliśmy, że to właśnie oni mogą wcielić się w naszych komiksowych ulubieńców. W ten sposób mamy Chrisa Thora Hemswortha, Chrisa Kapitana Amerykę Evansa, czy Roberta Tony’ego Starka Downeya i innych. Postaci wykreowane przez nich w ramach MCU przylgnęły do nich jak maska do twarzy Barona Zemo.

Do tego szacownego grona dołączył właśnie Paul Bettany, czyli filmowy android Vision. Wszystko, co zrobiono z nim na potrzeby Czasu Ultrona jest wybitne, bądź o wybitność się ociera. Począwszy od perfekcyjnej charakteryzacji (Oscar, Oscar, szanowna komisjo!), na filmowej genezie skończywszy. Połączenie [SPOILER] technologii, która wydała na świat Ultrona ze sztuczną inteligencją znaną jako Jarvis i osiągnięciami starożytnej kosmicznej cybernetyki kryjącej się w lasce Lokiego (kolejny Kamnień Nieskończoności) to rozwiązanie nieco odległe od oryginalnego (znanego z komiksu) i uroczo niedorzeczne, a jednak w filmie sprawdzające się doskonale. Cholerka, sam bym tego lepiej nie wymyślił!

Postać grana przez Bettany’ego, choć nie pojawia się na samym początku, a blisko kulminacji filmu, wbija się w pamięć, zaskakuje i, mimo swego spokoju, cholernie intryguje. Jego narodziny są zdecydowanie najlepszym momentem całego Czasu Ultrona i jedną z najwspanialszych rzeczy, jaka dotychczas wydarzyła się w ramach całego MCU. Z niecierpliwością czekam na kolejne marvelowskie filmy, w których zobaczymy więcej Visiona.

Początek jak z Bonda
Miłość w Czasach Ultrona

3. Hulk nabiera sensu

792730716273124749Narzekałem ostatnio na wyczerpującą się formułę Hulka. No bo faktycznie, ciapowaty nerd, który w chwili uniesienia zamienia się w zielonego kolosa i rozrabia jak mała armia, to za mało na kilka filmów. Za mało również na kilkaset komiksów, dlatego w pewnym momencie papierowy Hulk przechodzić zaczął kolejne przeobrażenia kolorystyczne i mentalne (obecny Hulk jest zielony, inteligentny, ale jak zwykle wkurwiony). MCU także potrzebowało takiego rozwiązania, w przeciwnym wypadku Sałata Marvela zaczęłaby po prostu irytować, a w końcu zawadzać. W Czasie Ultrona zagrano Bannerem wspaniale, stopniowo i przekonująco pokazując jego ewolucję, która w finale doprowadza do wielce obiecującej kulminacji. Wyraźna, choć niespieszna jest ta przemiana Hulka i naprawdę mam nadzieję, że bracia Russo, którzy przejmują schedę po Whedonie, ładnie poprowadzą ją dalej. Liczę na nich. Po Kapitanie Ameryce: Zimowym żołnierzu, mają u mnie ogromny kredyt zaufania.

A co z tą Miłością w Czasie Ultrona? Well, nawet jeśli początkowo jawi się ona jako wyjątkowo kontrowersyjna, a powolny nerd nękany problemami z osobowością nie pasuje do witalnej zabójczyni, ostatecznie okazuję się, że to wszystko ma nawet sens!

11165332_381129762079436_8760879241341934206_n-horz

4. Bliźniaki

No dobra, muszę przyznać, że Quicksilverowi nie oddano sprawiedliwości. Nie jest to moja ukochana postać ze świata Marvela (tak jak Flash nie jest moim ulubionym bohaterem DC – wychodzi na to, że jakoś nie przepadam za komiksowymi runnerami), jednak w filmie Whedona potraktowano go ewidentnie jako doczepkę do swojej siostry. W ten sposób otrzymaliśmy postać raczej nijaką – można nawet rzec, że zbędną. Pietro ma swoje momenty, ale jest ich za mało. A później następuje finał i już wiadomo, że – jak to mawiał Kononowicz – nie będzie już niczego. Przejdźmy lepiej od razu do Scarlet Witch. Piękniejsza część rodzeństwa Maximoff, to już inna para kaloszy. Od razu widać, że związany jest z nią większy plan i dlatego właśnie skupiono się głównie na niej. Wanda z Czasu Ultrona kumuluje w sobie najlepsze komiksowe cechy, co oznacza, że jest odpowiednio mroczna, pokręcona i nieprzewidywalna. Dziewczyna wyraźnie nie zdaje sobie jeszcze sprawy z mocy, które posiada, ale już widać, że są one ogromne i rozwiną się w kolejnych filmach. Whedon poprowadził tę postać w bardzo dobrym kierunku, stopniowo odkrywając przed nami kolejne karty, wiele wciąż pozostawiając kolorami do dołu. Elizabeth Olsen potrafi grać takie niezrównoważone bohaterki, dlatego odhaczam ją, jako kolejny trafiony wybór castingowy. Czekam na więcej.

W sumie, ten obrazek to potężny SPOILER!
Będąc z wami szczerym, ten obrazek to potężny SPOILER!

5. Smaczki, nawiązania i znajome gęby

Avengers-Age-of-Ultron-trailer-KlawO tym, że Czas Ultrona to przede wszystkim uczta dla geeków, pisałem już na początku. Jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy jest pojawianie się elementów, które u komiksiarza wywołają szybsze bicie serca, natomiast przeciętny widz (bo nie chciałem już tymi Kowalskimi i Nowakami szafować) potraktuje je jak kolejny etap fabuły – nic więcej, nic mniej. Jasne, taki Kowalski (no dobra, niech będzie) uzna pewnie, że epizod Andy’ego Serkisa w roli handlarza bronią Ulyssesa Klaue’a, jest świetny (choć za krótki), ale to geek będzie przygryzał nerwowo wargi, naspeedowany wiedzą, do czego pojawienie się Klawa prowadzi (i kim on jest, of course). A skąd ten cały Klaue zajumał vibranium? Z Wakandy oczywiście! Black panther is coming, borthas and sistas!

Poza smaczkami, które brzmią jak zakodowane informacje, zrozumiałe tylko dla tych, którzy w  komiksach siedzą, Czas Ultrona obfituje również w nawiązania do reszty marvelowskich produkcji. W pewnym momencie do gry wskakuje kilka postaci z wcześniejszych filmów i robi się naprawdę gęsto. Ktoś nawet napisał, że doświadczył uczucia przesytu, jednak ja nazwałbym to po prostu sytością. Przecież to zmasowane wejście znajomych ryjów do czegoś prowadzi, nie? Poza tym, MCU staje się przez to przestrzenią coraz bardziej zagospodarowaną, pełną ludzkich i nieludzkich łączników między poszczególnymi filmami. Ja takie rozwiązanie kupuję, a Kowalscy (z całym szacunkiem dla wszystkich posiadaczy tego nazwiska) niech się doedukują.

Dodatkowy plus dla Whedona za akcję rozpoczynającą film, która tak bardzo (i chyba nieprzypadkowo, co Joss?) nawiązuje do pierwszych, wybuchowych scen z filmów o Jamesie Bondzie.

Ta kupka drewna jest moja!
Ta kupka drewna jest moja!

6. Rogers vs. Stark

Każdy fan serii szykuje się już na Wojnę Domową, której premierę zapowiedziano na rok przyszły. W filmie Captain America: Civil War napięcie rosnące między Tonym Starkiem i Stevem Rogersem osiągnąć ma swoją kulminację. Nieważne, co ten wybuch sprowokuje (o tym porozmawiamy przy innej okazji), jego zaczątki dostajemy już w Czasie Ultrona. Stark robi się coraz bardziej zmęczony (pokłosie wydarzeń z filmów The Avengers oraz Iron Man 3) i skłonny do – delikatnie mówiąc – dziwnych decyzji, co kłóci się z walecznym nastawieniem Rogersa. Panowie wyraźnie rozchodzą się jeśli chodzi o stosunek do swojej superbohaterskiej roboty i idących za nią powinności. Chłodny realizm, a nawet cynizm Tonyego, kontra idealizm i poczucie misji Steve’a. W nowej odsłonie przygód The Avengers ten przypływ nie zalewa jeszcze ekranu, ale pojawiają się już fale, które wyraźnie go zwiastują. Nawet kiedy ostatecznie wydaje się, że jest sztama i każdy rozchodzi się w swoją stronę. Whedon dobrze rozgrywa te partie między bohaterami i dobrze by było, gdyby bracia Russo pociągnęli to w odpowiedni sposób.

Początek jak z Bonda
Początek jak z Bonda

 I jeszcze trochę

11083869_582476741888885_2886340945938862378_nNie wystrzelałem jeszcze całego kołczanu, jednak mój wewnętrzny redaktor mówi mi, że to jest internet, a zatem czas najwyższy na podsumowanie.

Chciałbym na koniec trochę ponarzekać, ale niestety (choć dla mnie stety) należę do tej grupy odbiorców, która potraktowała Avengers: Czas Ultrona jako film zaadresowany specjalnie do nich. Zaburza to pewnie moją percepcję i działa na rzecz bardzo pozytywnej oceny filmu. A przecież każdy obrazek ma swoje wady. Każdy. Na Avengers: Czas Ultrona też by się coś znalazło. Choćby to, że można było pokazać Ultrona jako zjawisko znacznie potężniejsze, a skalę jego źlenia uczynić bardziej globalną. Przecież, skoro był on sztuczną inteligencją o niespotykanej dotąd sile, zamiast wysyłać setki swoich kopii na pastwę superbohaterów, mógł najpierw sparaliżować szpitale, systemy obronne państw, internet, banki. Słowem, narobić apokaliptycznego wręcz bigosu. Bogowie, on mógł wszystko! Tymczasem w filmie ledwie zasygnalizowano jego próby rozgryzienia kodów nuklearnych. Nic by się również nie stało, gdyby nieco inaczej rozwiązano kwestie Quicksilvera i Barona Struckera. Strata tych postaci dla MCU będzie mnie uwierać. Pierwszy jest przecież bardzo ważnym superherosem, a drugi jednym z najbardziej zajadłych wrogów Kapitana Ameryki.

No i zgoda, Czas Ultrona najmocniej z wszystkich produkcji MCU skierowany jest w stronę geeka. Jeśli nie jesteś obyty z przygodami The Avengers, a poprzednie filmy oglądałeś połebkowo, nie będziesz w stanie cieszyć się seansem tak bardzo jak komiksiarz. Wynika z tego, że z jednej strony jest to obrazek dość hermetyczny, a z drugiej… Ciężkie miliony dolarów, które Ultron dotychczas wygenerował, świadczą, że jednak większość ma to gdzieś i bawi się dobrze.

To wycelowanie Czasu Ultrona w konkretną grupę uważam za jeden z elementów świadczących za ewolucją MCU. Dokonuje się właśnie ryzykowny przewrót, który postawi fanów filmowych superherosów Marvela na równi z czytelnikami komiksów. Z tego właśnie powodu ostatnie dzieło Whedona jest niezwykle ważne. Od niego tak naprawdę zaczyna się coś zupełnie nowego.

Vision-Scarlet-Witch-Love-Marvel-Comics-570x412
Who’s gonna drive your car?
Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Avengers: Czas Ultrona, czyli geekfest Jossa Whedona

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s